Powstanie Warszawskie

Obóz Koncentracyjny KZ Mannhein-Sandhofen - Badenia Wirtembergia - Bden Wirtemberg



: Ponownie budynek szkoły, Wrzesień 1944 - Marzec 1945 KZ Mannheim-Sandhofen

„12 września 1944 roku przywieziono naszą grupę 3 034 osób do obozu koncentracyjnego w Dachau. Po kwarantannie która trwała parę dni, przedstawiciele koncernu Daimler-Benz dokonali selekcji, wybranych załadowano do bydlęcych wagonów i zaleźliśmy się w obozie koncentracyjnym Sandhofen. Selekcja przeprowadzona w Dachau zapadła nam mocno w pamięci, zmuszona nas do przemaszerowania nago przed przedstawicielami koncernu Daimler-Benz, dokładnie pamiętamy ich zimne oczy bez odrobiny współczucia. Żadnego współczucia i zrozumienia dla ludzi którzy stracili ojczyznę, stolicę, domy i rodziny. Traktowani byliśmy jak niewolnicy skazani na zagładę ciężką pracą”.

Wspomnienia byłych więźniów, mieszkańców Warszawy wywiezionych do Dachau w czasie Powstania Warszawskiego. Fragment ze wstępu do broszury „Eine Schule als KZ” (Szkoła jako Obóz Koncentracyjny) autorstwa Klaus Dagenbach i Peter Koppenhöfer, wydanej przez Verein KZ-Gedenkstätte Sandhofen e.V. (Towarzystwo Miejsce Pamięci KZ Sandhofen, organizacja zarejestrowana) Mannheim 1999.

Należący do obozu koncentracyjnego Natzweiler podobóz (Filia) Mannheim-Sandhpfen powstał 27 sierpnia 1944 roku w dniu przybycia 1.060 Polaków wyselekcjonowanych tydzień wcześniej w obozie koncentracyjnym w Dachau. W większości młodzi i zdrowi, aresztowaniu lub „zagarnięci w łapankach” na ulicach walczącej powstańczej Warszawy, już po pierwszej wstępnej selekcji dokonanej w pruszkowskim obozie przejściowym w czasie składania transportów „niewolników” do pracy w III Rzeszy. Już następnego dnia po przybyciu i zakwaterowaniu w budynku szkoły (Friedrichschule), opróżnionej kilka dni wcześniej z włoskich jeńców wojennych, musieli podjąć pracę na rzecz wtedy przestawionego całkowicie na produkcję zbrojeniową koncernu Daimler-Benz. Koncernu którego zakład w Mannheim w 1932 prawie nie produkował samochodów i został przekształcony praktycznie w warsztat samochodowy. Zbrojeniowy program niemieckiego rządu umożliwił koncernowi i jego akcjonariuszom kolosalne zyski, z 5,3 miliona RM dochodu w 1932 roku do 50,2 miliona RM (Reichsmark) w 1942 roku, dochód ten wypracowali z chwilą wybuch II wojny światowej min. jeńcy wojenni, więźniowie obozów koncentracyjnych i robotnicy przymusowi. Aby podtrzymać wysoką i dochodową produkcję na potrzeby Wehrmachtu, (części silników do czołgów i samolotów, samochody wojskowe) koncern jako partner dowództwa SS otrzymuje odpłatnie „siłę roboczą” wyselekcjonowaną w obozach koncentracyjnych zarządzanych przez SS. Podobóz Mannheim Sandhofen poza tym ze nie przypominał zewnętrznie, nie różnił się niczym od „klasycznego” obozu koncentracyjnego. Rasistowski koncept „Vernichtung durch Arbeit” obowiązywał od pierwszych minut pobytu więźniów w Mannheim. Stłoczeni i podzieleni na „bloki” odpowiadające piętrom, z przydzielonym „kapo” wywodzących się z więźniów kryminalnych (Berufsverbrecher) i będących ogniwem w systemie wyniszczania, bez podstawowego pożywienia i opieki medycznej. Pozostawieni wszechwładnym, doświadczonych już w innych obozach, coraz brutalniejszych w obliczu końca III Rzeszy oddziałów SS.



Powyżej: Wnętrze byłej klasy szkolnej zamienionej na pomieszczenie obozowe w którym umieszczano 60-70 więźniów i sportretowani współwięźniowie. Prace „z pamięci” wykonana po zakończeniu działań wojennych przez byłego więźnia KZ Mannheim-Sandhofen, artystę grafika Mieczysława Wiśniewskiego.

Dwa razy dziennie mieszkańcy Mannheimu najpierw słyszeli stukot drewniaków a następnie widzieli maszerującą do odległego 5 km miejsca pracy ubranych w pasiaki kolumnę więźniów. Wcześnie rano jeszcze w miarę równo i rytmicznie, wieczorem wolniej, poganiani krzykami i biciem przez konwojentów, pomagając lub niosąc kolegów którzy nie byli już w stanie iść o własnych siłach, obrzucani przez mieszkańców Mannheim wyzwiskami, błotem i kamieniami.
Praca w systemie dwu zmianowym, z dojściem i powrotem do obozu zajmowała 14-15 godzin. Więźniowie pod nadzorem niemieckich majstrów i brygadzistów, w większość pracowali w systemie akordowym na taśmie produkcyjnej montując ciężarówki „Opel Blitz” na potrzeby Wehrmachtu. Mordercza praca i warunki obozowe w błyskawicznym tempie wyniszczały organizm więźniów, poza wartownikiem SS który mógł więźnia skatować lub zabić (kary) największym wrogiem było niewystarczające w stosunku do wykonywanej pracy wyżywienie (często było zabierane jako forma kary) i zimno, niskie temperatury jesienne i zimowe. Całodzienne racja żywnościowa składała się ze śniadania w postaci „Kaffee”, niskiej jakości namiastki kawy zbożowej, na obiad wodnista zupa z małą ilością kartofli, kapusty i buraków, kolacja „Kaffee” lub zupa, kilogram chleba na trzech więźniów i 20 gram margaryny. Warszawska grupa przybyła z Dachau w tz. „Sommerkleidung”, z cienkiego materiału letnie więzienne pasiaki, bez zmiany i możliwości prania (żadnych środków higieny, ciepłej wody) musiały wystarczać jako ubiór obozowy i roboczy, tym którzy przeżyli obóz, marsz śmierci aż do wyzwolenia w KZ Dachau. Jedną z form szykan było szukanie materiałów ocieplających, przyłapany na posiadiuu czegoś ocieplającego pod drelichami (gazety, worka po cemencie) więzień był bity na miejscu i dodatkowo zaskarżony przez strażnika do komendantury z wnioskiem o ukaranie.
Kary ogłaszano i wykonywano w czasie apelu wieczornego po powrocie z pracy przed wydaniem kolacji ,trwającego często po godzin nocnych. Ukaranym można było być praktycznie za wszystko, najdrobniejsze uchybienie drakońskiego regulaminu obozowego i pracy. Dodatkowe apele w czasie wolnym, tz. „ćwiczenia sportowe” polegające na bieganiu, lub czołganie się po placu apelowym. Godzinne stójki lub klęczenie z podniesionymi rękoma obciążonymi kamieniami lub cegłą, SS w tej dziedzinie miało bogaty „repertuar”. Podstawowym wyrokiem było 25 uderzeń gumową lub drewnianą pałką, kara mogła zakończyć się śmiercią lub niezdolnością do dalszej pracy co w efekcie oznaczało wyrok śmierci.

Zagłada poprzez pracę postępowała w błyskawicznym tempie, po dwóch miesiącach morderczej pracy, chorób i warunków obozowych, transport „warszawski” składający się z wyselekcjonowanych, zdrowych i w stosunkowo dobrej kondycji fizycznej więźniów, w większości nie nadawał się do dalszej pracy. Istniejąca w obozie izba chorych (Rewir) był ciągle przepełniony, z rozkazu komendanta na izbie chorych nie mogło przebywać więcej niż 100 chorych jednocześnie, za przekroczenie tej liczby więzień pełniący obowiązki sanitariusza otrzymywał karę bicia. Oficjalny lekarz obozowy francuski jeniec wojenny nie miał warunków jakiegokolwiek leczenia coraz słabszych i podatnych na zachorowania więźniów. Sanitariusz poza minimalnej ilości środków opatrunkowych posiadał termometr i w skrajnych przypadkach wysokiej temperatury kilka tabletek „na przeziębienie”. W takich przypadkach lekarz obozowy mógł wydać jednodniowe zwolnienie z pracy, więzień pozostawał w obozie gdzie na podstawie regulaminu obozowego nie miał prawa leżenia i siadania na pryczy, mógł stać lub chodzić. Nie leczone choroby powodowały niezdolność do dalszej pracy, przeziębienia kończyły się ostrym zapalaniem płuc, rozprzestrzeniały się zachorowania na gruźlicę.
„Pracodawca” Koncern Daimler-Benz AG pozbywał się niewydajnych niewolników przekazując w grudniu 1944 roku 200 najbardziej wycieńczonych i chorych do „obozu śmierci” w Vaihingen gdzie w przeciągu kilku dni i tygodni zmarło 111 więźniów. 400 więźniów odesłano do obozu koncentracyjnego w Buchenwald, 200 do podobozu Unterriexingen. Ostatni transport około 90 chorych przeważnie z zaawansowaną gruźlicą i chorobą głodową (Hungerödemen), nie zdolnych do utrzymania się na własnych nogach wysłano 8 marca 1945 roku do obozu śmierci Vaihingen KZ Vaihingen.

Pozostałych około 200 więźniów zdolnych do pracy w dniu 22 marca 1945 roku ewakuowano w marszu śmierci do podobozu Kochendorf, obozu czynnej jeszcze fabryki zbrojeniowej umieszczonej w podziemnych korytarzach kopalni soli. Na początku kwietnia wspólnie z więźniami z Kochendorf i po drodze z podobozu Hessental rusza morderczy w skutkach marsz śmierci znany pod nazwą „Hessentaler Todesmasch”, trasą oznaczoną setkami grobów, krańcowo wyczerpani pozostali przy życiu więźniowie docierają do KZ Dachau. Nieliczna grupa z 1060 więźniów „warszawskiego” transportu, umierającego i mordowanego w obozach, zabijanego w czasie marszów ewakuacyjnych została 29 kwietnia 1945 wyzwolony przez oddziały 42 i 45 dywizji piechoty 7 Armii USA.

Oficjalna liczba zarejestrowanych urzędowo ofiar KZ Manheim-Sandhofen wynosi 22 zmarłych więźniów. Pochowani zostali w Mannheim na cmentarzu głównym przy Röndgenstraße w kwaterze VII.5 i VII.6 gdzie ostatnie miejsce spoczynku znalazło 149 polskich i rosyjskich ofiar II wojny światowej.
W większości jako przyczynęę śmierci zmarłych więźniów KZ Mannheim-Sandhofen odnotowano zapalenie płuc, 4 więźniów zginęło po bezpośrednim trafieniu budynku obozu w czasie alianckiego bombardowania w dniu 15.12.1944 roku. 1 został skazany na karę śmierci i powieszony na placu apelowym obozu.



Marian Kraiński urodzony 25.06.1914 zmarł 04.01.1945.

Wcześnie rano 4 stycznia 1945 roku w obecności nielicznych pozostających w obozie więźniów, przedstawicieli zakładów Koncernu Daimler- Benz Mannheim, komendantury i załogi SS, okolicznych mieszkańców w tym sporo dzieci, na dziedzińcu dzisiejszej szkoły Gustav-Wiederkehr-Schule wykonano wyrok śmierci przez powieszenie na Marianie Kraińskim. Po oskarżeniu o sabotaż i powiadomieniu głównego urzędu gospodarczego SS przez kierownictwo zakładów Daimler-Benz, bez dochodzenia i sprawdzania faktów z Berlina został wysłany wyrok śmierci z rozkazem natychmiastowego wykonania.

Ze wspomnień byłych współwięźniów Mariana Kraińskiego, opublikowanych w w/w broszurze

Marian Kraiński został oskarżony o sabotaż polegający na celowym przeszlifowaniu poniżej podanych parametrów 30 osi samochodowych, co spowodowało niemożliwość wyprodukowania tej ilości samochodów na potrzeby Wehrmachtu. Kraiński jak wielu ze współwięźniów pracował na tokarce i wykonywał nie wymagające fachowości czynności polegające na obsłudze przygotowanej i ustawionej przez niemieckiego majstra na przewidzianą operację maszynę. Krytycznego dnia w pierwszych dniach zimy1944 roku Kraiński jak zwykle przystąpił do pracy, po zakończeniu pracy kontroler - brygadzista odpowiedzialny za kontrolę przebiegu pracy i jakości jej wykonania stwierdził że całodniowa produkcja nie odpowiada podanym wymiarom. Czy Kraiński przy słabej znajomości języka niemieckiego potrafił się bronić przed zarzutem sabotażu, faktem jest że nie on „ustawiał” maszynę, być może ktoś niechcący lub nawet celowo wykorzystał krótką przerwę gdy musiał „za potrzebą” pójść do toalety. Dalszy przebieg postępowania i los Kraińskiego spoczywał w „rękach” niemieckiego dozoru technicznego zakładów. „Biurokracja śmierci ruszyła”, Kraiński jak poprzednio codziennie podejmował pracę na swoim stanowisku, nic się nie działo, żadnego dochodzenia, wyjaśnień czy zeznań świadków. 3 stycznia 1945 roku w obozie pojawił się nieznany wcześniej więźniom oficer SS, na apelu wieczornym wywołane zostało nazwisko Kraińskiego, wystąpił przed szereg i natychmiast został kilkakrotnie uderzony w twarz przez przybyłego SS-mana. Zakutego w kajdanki więźnia odprowadzono do aresztu. Wieczorem dla wszystkich więźniów został odczytany wyrok skazujący Kraińskiego na karę śmierci, zostali też pouczeni że każdego za podobne czyny czeka taka sama kara. Następnego dnia rano „rozkaz-wyrok” w obecności min. bezpośredniego dozoru technicznego działu gdzie pracował Kraiński, został wykonany.

Na podstawie zeznań polskich więźniów KZ Mannheim-Sandhofen amerykańskie władze wojskowe w czerwcu 1945 roku rozpoczynają śledztwo w zakładach Daimler-Benz, mające na celu wyjaśnienia okoliczności oskarżenia Mariana Kraińskiego o sabotaż i wykonania na nim wyroku śmierci. 3 osoby z dozoru technicznego koncernu zostały uznane winnymi za śmierć więźnia. Bezpośredni przełożony skazanego, majster oddziałowy skazany został na 13 miesięcy obozu pracy. Pozostali dwaj zostali przekazani do dyspozycji polskiego wymiaru sprawiedliwości. 7 grudnia 1948 roku w Warszawie zapadły wyroki skazujące, odpowiedzialnyny na przekazanie oskarżenia o sabotaż do Berlina (Abwehrbeauftragten) skazany został na 8 lat pozbawienia wolności, zmarł w czasie odbywania kary w polskim więzieniu. Były kierownik oddziału został skazany na 5 lat pozbawienia wolności, po odbyciu kary powrócił do Mannheim i podjął ponownie pracę w koncernie Daimler-Benz.



  • Lista imienna zmarłych więźniów KZ Mannheim-Sandhofen otrzymana z miejskiego archiwum w Mannheim, zestawion wg. daty śmierci z zachowaniem oryginalnej pisowni niemieckiej:


Jankowski Edmund * 1911 † 20.10.1944. Murawski Leon † 07.11.1944. Bochinski Wacław * 04.08.1889 † 12.11.1944.
Rebus Antonie * 1908 † 01.12.1944. Slowik Mieczyslaw * 12.07.1910 † 10.12.1944. Galbawrczyk Stanislaw * 1904 † 15.12.1944.
Nastaziak Josef * 1910 † 15.12.1944. Chmurzynski Tadeusz † 15.12.1944. Wieckowski Zbigniew † 15.12.1944.
Kommdarski Jan * 23.03.1918 † 17.12.1944. Krainski Marian * 25.06.1912 † 04.01.1945. Kochanowski Stanislaw * 28.05.1905 † 19.01.1945.
Getke Waclaw † 23.01.1945. Komaszewski Stanislaw * 12.11.1906 † 24.01.1945. Szeliga Zdzislaw * 1924 † 02.02.1945.
Byze Nocbeck † 02.02.1945. Chgnacki Jakob † 16.02.1945. Skora Walery † 19.02.1945.
Maciyonski Piotr † 01.03.1945. Bojanowski Josef * 22.02.1907 † 03.03.1945. Dwojakowski Jerzy * 1904 † 06.03.1945.
Wisniewski Franciszek * 28.06.1905 † 07.03.1945.





Rysunki węglem, prawdopodobnie portret zastrzelonego brata. Prace „z pamięci” wykonana po zakończeniu działań wojennych przez byłego więźnia KZ Mannheim-Sandhofen, artystę grafika Mieczysława Wiśniewskiego.

Listę 22 ofiar powinno się uzupełnić o nazwisko Wiśniewski Tadeusz który wg. zeznań brata Mieczysława był również więźniem tego obozu, będąc rannym w czasie bombardowania 15.12.1945 roku został zastrzelony. Odtwarzana po latach lista transportowa więźniów przybyłych z KZ Dachau nie jest kompletna, brakuje „namacalnych papierowych świadków”, nie ma dowodu nie ma ofiary, zeznanie brata jest nie wystarczającym dowodem, że ranny więzień prawdopodobnie został uśmiercony strzałem karabinowym przez wartownika SS.




Minęło sporo czasu aby Mannheim przyznał się do popełnionej zbrodni wojennej.

Po lewej tablica z tekstem w języku niemieckim:

IN DIESEM SCHULGEBÄUDE WAREN VON SEPT.1944 BIS MÄRZ 1945 1060 POLEN INHAFTIERT. HIER LITTEN UND STARBEN WARSCHAUER AUFSTÄNDISCHE, DIE ÜBER DAS KONZENTRATIONSLAGER DACHAU IN DAS AUßENKOMMANDO SANDHOFEN DES KONZENTRATIONSLAGERS NATZWEILER–STRUTHOF VERSCHLEPPT UND ZUR ZWANGSARBEIT BEIM UNTERNEHMEN DAIMLER–BENZ EINGESETZT WORDEN WAREN.

Po prawej w języku polskim:

W TYM BUDYNKU SZKOŁY OD WRZEŚNIA 1944 DO MARCA 1945 R. WIĘZIONYCH BYŁO 1060 POLAKÓW. TU CIERPIELI I GINĘLI POWSTAŃCY WARSZAWSCY Z KOMANDA OBOZÓW KONCENTRACYJNYCH DACHAU I NATZWEILER–STRUTHOF ZMUSZANI DO PRACY W ZAKŁADACH DAIMLER–BENZ.

W 1995 roku pod hasłami pojednania i wyzbycia się obustronnej nienawiści odsłonięto na elewacji budynku w którym mieścił się KZ Mannheim-Sandhofen dwie nowe tablice upamiętniające. Tablice zastąpiły umieszczoną w tym miejscu w 1987 roku tablicę w języku niemieckim, precyzując i rozszerzając informację o dodatkową tablicę z tekstem w języku polskim.

Mannheim potrzebował czasu aby przyznać że nie był wyjątkiem na terytorium III Rzeszy, że i tam popełniano zbrodnię wojenną. Groby na cmentarzu głównych poza nazwiskami polskobrzmiącymi, i że byli to mężczyźni w sile wieku, zmarli pod koniec działać wojennych II wojny światowej nic nie mówiły o pochodzeniu, przyczynie pobytu w Mannheim, o ich losie więźniów obozu koncentracyjnego.
Mannheim potrzebował zmiany generacji oby przypomnieć i upamiętnić w dzisiejszej postaci ofiary KZ Manheim-Sandhofen.

Pierwsze lata powojenne wymazały z pamięci istnienie obozu koncentracyjnego tuż „za rogiem” ich domów, prawie natychmiast gdy tylko ucichło codzienne „klekotanie” więziennych drewniaków. Pamiętali tylko ci którzy w strachu ale odważali się położyć kromkę chleba, butelkę z mleka na miejscu pracy więźnia lub przerzucić kilka papierosów przez mur okalający obozowy plac apelowy, ale tych było nie wielu.
Pod koniec lat 60 Ministerstwo Sprawiedliwości Badenii Wirtembergii w ramach akcji wyjaśniającej zbrodnie hitlerowskie zajmuje się również obozem w Mannheim. Po obszernych wyjaśnieniach sporządzonych przez zarząd miasta, prokuratura oficjalnie otrzymuje zawiadomienie o popełnionej zbrodni bezprawnego skazania i wykonania wyroku śmierci na Kraińskim. Po przeprowadzonym dochodzeniu w 1970 roku prokuratura miasta Mannheim umarza dochodzenie, zwalniając z winy Koncern Daimler-Benz przenosząc winę na Główny Urząd Gospodarczy SS, organizację która już została osądzona jako zbrodnicza w procesie norymberskim. Wszystkie czynności wyjaśniające i dochodzeniowe odbyły się w ramach urzędowych, praktycznie w tajemnicy przed opiną społeczną.
Po raz pierwszy po zakończeniu wojny do opinii publicznej dociera formacja o istnieniu w Mannheim-Sandhofen obozu koncentracyjnego dopiero w 1978 roku w zamieszczonym w „Mannheimer Morgen” prasowym sprawozdaniu z obchodów dnia pamięci ofiar wojen (Volkstrauertag). Równocześnie dowiaduje się o tych faktach uczestnicząca w uroczystościach młodzież zrzeszona w „Kole Młodych Mannheim” (Stadtjugengring Mannheim e.V.). Młoda wzrastająca generacja, nie obciążona bezpośrednio zbrodnią wojenną inicjuje i domaga się upamiętnienia obozu koncentracyjnego.
7 marca 1982 roku zostaje odsłonięta na budynku szkoły tablica upamiętniająca z tekstem w języku niemieckim:

„Zum Gedanken an die von September 1944 bis März 1945 in diesem Schulggebäude inhaftierten und ums Leben gekommenen Häftlinge des Konzentrationslagers Natzweiler -Struthof/Elsass, die als Zwagsarbeiter in Mannheimer Betrieben eingesetzt waren”

„Ku pamięci tych którzy w budynku szkolnym od września 1944 do marca 1945 roku byli więzieni i umierali będąc więźniami Obozu Koncentracyjnego Natzweiler-Struthof/Elsass, pracowali jako robotnicy przymusowi w firmach miasta Mannheim.”

Na tablicy zabrakło informacji że to byli Polacy i pracowali tylko i wyłącznie na potrzeby koncernu Daimler-Benz.

Po ponat 30 latach od zakończenia II wojny światowej, nie wszyscy mówcy zaproszeni na uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej byli przekonani o potrzebie takiego upamiętnieniaa, co odzwierciedlało w dużym stopniu głosy opinii publicznej dzielnicycy Sandhofen. „Przypomnienie” starszym i ujawnienie młodym mieszkańcom dzielnicy Sandhofen ich niedawnej przeszłości spowodowało burzliwą dyskusję trwającą praktycznie przez całe lata 80. Pomimo protestów i większości negatywnych opiniiii na ten temat, władze miasta Mannheim wspierane przez członków Koła Młodzieży i Centralę Niemieckich Związków Zawodowych (DGB) postanawia 6 października 1986 roku utworzyć w pomieszczeniach piwnicznych szkoły (Gustaw-Wiederkeher-Schule) Miejsce Pamięci i Dokumentacji KZ Mannheim-Sanhofen.

12 listopada 1990 roku, w obecności przybyłych z Warszawy zaproszonych byłych więźniów, przedstawicieli władz Badenii-Wirtembergii, Niemieckiego Parlamentu, miasta Mannheim, partii politycznych i organizacji, pod hasłami porozumienia i pojednania, zostało otwarte Miejsce Pamięci i Dokumentacji. Rok później Grupa Robocza przygotowująca koncepcję upamiętnienia przekształca się w „Verein KZ-Gedenkstätte Sandhofen e.V.”.

Marzec 2012


Dane osobowe i informacje pochodzą z:

  • Verein KZ-Gedeksstätte Sandhofen e.V.
  • Stadtarchiv Mannheim Institut für Stadtgeschichte
  • Zdjęcia wykonał i udostępnił do publikacji Pan Wiesław Latkowski





Powstanie Warszawskie | do góry